1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Holandia: Ostatni weekend z dżointem

Urszula Idzikowska
22 maja 2023

W najbliższy czwartek wejdzie w życie zakaz palenia marihuany i haszyszu w amsterdamskiej Dzielnicy Czerwonych Latarni. Mieszkańcy miasta są sceptyczni.

Kampania na ulicach Amsterdamu przeciwko piciu alkoholu na ulicach Amsterdamu
Kampania przeciwko piciu alkoholu na ulicach AmsterdamuZdjęcie: Urszula Idzikowska/DW

W sobotnie popołudnie trudno wyminąć turystów, którzy krążą po centrum Amsterdamu – niektórzy szukają coffee shopu, inni ustawiają się w długiej kolejce do knajpy z waflami. Hiszpański i angielski miesza się z niemieckim i włoskim. Pachnie świeżo usmażonymi frytkami i oliebollen – okrągłymi, małymi racuszkami posypanymi cukrem pudrem.

Turyści, których zagaduję, nie mają pojęcia, że to ostatni weekend przed wprowadzeniem zakazu palenia marihuany i haszyszu w De Wallen – części centrum, która stanowi stały punkt wycieczek do Amsterdamu. W okolicy znajduje się Dzielnica Czerwonych Latarni, muzeum seksu i konopi oraz wiele coffee shopów.

Władze miasta mają nadzieję, że zakaz odstraszy imprezowiczów i tym samym odciąży popularną część centrum. Palenie na tarasach coffee shopów wciąż będzie możliwe.

Ostrzeżenia przed kupowaniem używek od ulicznych dealerów Zdjęcie: Urszula Idzikowska/DW

Trzy stoliki Green House Centrum przy kanale na Oudezijds Voorbrugwal są zajęte przez całe popołudnie. Kolejka wylewa się na ulicę, ale zakupy przebiegają sprawnie: klienci ciągle wchodzą i wychodzą, część sadowi się na schodach przy sąsiednim coffee shopie i odpala dżointa. Nieliczni siedzą w środku. Przez szybę widzę mężczyznę, na oko pięćdziesięciolatka, który popija swoją porcję marihuany kawą.

„Przecież to Amsterdam”

Trójka miejscowych stoi oparta o mur. Cali na czarno. Już lekko spaleni. Pytam, co sądzą o zakazie.

– Chcą tu zrobić zoo zamiast dżungli. Postawić jakieś ogrodzenie. Ale to Amsterdam! Ludzie przyjeżdżają tu dla seksu i dżointów. Tego nie zmienisz przecież żadnymi zakazami, twierdzi Malik. – Ciekawe, kto to będzie kontrolował.

Irlandczyk, który od dziesięciu lat mieszka w Amsterdamie, też nie wierzy, że władze będą egzekwować zakaz palenia. „I co zrobią tym ludziom? Aresztują ich?”, mówił w wywiadzie dla miejskiego dziennika Het Parool.

Mężczyzna, który korzysta ze słonecznej pogody przed swoim mieszkaniem w kamienicy z kolonialnych czasów na początku Oudezijds Voorbrugwal też jest sceptyczny.

– Nie wydaje mi się, żeby ktoś mnie spisał, bo siedzę przed domem z wielkim dżointem. Politycy próbują po prostu pokazać, że coś robią więc wprowadzają róże zakazy. Na przykład zakaz picia alkoholu, jak widzisz – mężczyzna wskazuje na tablicę przy kanale. – Ale ludzie i tak piją więc z tym zakazem pewnie będzie podobnie. To ma działać odstraszająco na zagranicznych turystów, którzy przyjeżdżają się najarać. Śpią w swoich samochodach więc miasto nic na nich nie zyskuje.

Mężczyzna nie ma nic przeciwko paleniu. – To Amsterdam. Miasto w końcu z tego słynie.

Bez „przesadnych oczekiwań”

Czeszka, która mieszka w okolicy, uważa, że więcej problemów sprawiają pijani turyści. – Ci najarani są raczej przymuleni, spokojni. Krzyczą zwykle ci, którzy za dużo wypili.

Dziewczyna wie z własnego doświadczenia, że straż miejska spisuje. – Wylali mi ostatnio wino, jak wracałam lekko podchmielona na rowerze. Więc od czasu do czasu sprawdzają.

Ale większość miejscowych nie obawia się kontroli. Gdy zaczepiam grupkę przyjaciół z dżointem kilka ulic dalej twierdzą, że zakaz będzie obowiązywał przecież tylko w De Wallen. Tak naprawdę również w najbliższej okolicy: od Prins Hendrikkade przy dworcu głównym do oddalonego kilometr dalej Grimburgwal. Palić na ulicy można dopiero od uniwersyteckiego kompleksu Oudemanhuispoort.

De Wallen – słynna Dzielnica Czerwonych Latarni w AmsterdamieZdjęcie: Urszula Idzikowska/DW

Burmistrzyni Femke Halsema mówiła już w zeszłym roku, że nie należy mieć „przesadnych oczekiwań” co do skuteczności zakazu.

Rada miejska zatwierdziła pomysł już pod koniec grudnia 2022 roku. To jedna z kilku prób ograniczenia turystyki w tej części miasta: wcześniej stwierdzono, że część seksworkerek powinna się przenieść do erotycznych centrów poza De Wallen. Ma to nastąpić w następnych latach. Ustalono też wcześniejsze godziny zamknięcia knajp. A pod koniec marca ruszyła kampania Stay-away, która ma zniechęcić Brytyjczyków, którzy przyjeżdżają do Amsterdamu, żeby się zabawić. W przyszłym roku kampania ma zostać rozszerzona na innych uciążliwych gości – z Holandii i reszty Unii Europejskiej.

Zmiany w dzielnicy

Okolica De Wallen znajduje się w najstarszej części Amsterdamu. Do budowy Kanału Morza Północnego i dworca głównego w 1880 r. był to obszar portowy. Między magazynami powstawały „miejsca rozrywki” dla dokerów. Nie zniknęły wraz z zamknięciem portu.

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych dwudziestego wieku dzielnicą wstrząsnęły liczne morderstwa seksworkerek. Przestępczość w starej dzielnicy portowej wzrosła jeszcze bardziej w latach 70. W Amsterdamie rozwijał się wówczas handel heroiną. Osoby uzależnione żyły z kradzieży, handlu i pracy seksualnej. Kontrolę nad okolicą przejęli przestępcy. Część mieszkańców opuściła dzielnicę. Wiele budynków opustoszało. Okolica była całkowicie zrujnowana.

Legalizacja marihuany w Niemczech

02:00

This browser does not support the video element.

W latach 70 w Dzielnicy Czerwonych Latarni zaczęły pracować pierwsze Surinamki (Surinam to jedna z byłych kolonii holenderskich), Latynoski, Tajki i kobiety z krajów afrykańskich i wschodnioeuropejskich. Dzisiaj zaledwie jedna czwarta seksworkerek to Holenderki.

Od połowy lat 80. władze miasta zainwestowały w poprawę reputacji dzielnicy. Przestępczość związana z handlem heroiną praktycznie zniknęła. Zamknięto również wiele miejsc, w których pracowały seksworkerki. W tym samym czasie Dzielnica Czerwonych Latarni stała się jedną z największych atrakcji miasta.