1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Prasa o Nord Stream: „Pomnik polityki naiwności i ślepoty”

9 marca 2023

Ubiegłoroczny akt sabotażu, w wyniku którego uszkodzono gazociąg Nord Stream 2, jest przedmiotem rozważań niemieckiej prasy. Media w Niemczech podkreślają, jak ważne dla bezpieczeństwa Europy jest wykrycie sprawców.

Nord-Stream-Explosionen
Zdjęcie: Danish Defence Command/dpa/picture alliance

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze: „Morze Bałtyckie nie lubi zdradzać swoich tajemnic. Dotyczy to również kwestii, kto wysadził rury Nord Stream. Według dotychczas ujawnionych wyników śledztwa mogła to być garstka sabotażystów na jachcie. (...) Musieli tam pracować profesjonaliści, np. wyszkoleni pływacy bojowi; o ile gazociąg rzeczywiście został zniszczony przez ludzi, co do których teraz mówi się, że mogło chodzić o proukraińskich sabotażystów. (...) W każdym razie żaden z dotychczasowych podejrzanych nie twierdzi, że tam był: ani Moskwa, ani Waszyngton, ani Kijów, ani Warszawa. Motywów przecięcia rur byłoby jednak kilka. (...) Wysadzenie w powietrze przecież uczyniło z tego gazociągu pomnik; pomnik polityki naiwności i ślepoty”.

„Hannoversche Allgemeine Zeitung” rozważa: „Wprawdzie i bez sabotażu tymi rurami nie popłynąłby żaden gaz w dającej się przewidzieć przyszłości, ale mimo to ważne jest, by wyjaśnić tło wydarzeń. Po pierwsze bowiem chodzi o bezpieczeństwo europejskich struktur energetycznych, a po drugie – niepewność obecnie daje zwolennikom teorii spiskowych oraz wojennym propagandzistom zdecydowanie za duże pole do popisu, by szerzyć prymitywne oraz kierowane interesami komunikaty. Wyjaśnienie tego zdarzenia byłoby przynajmniej małym szczęśliwym zakończeniem tego wielkiego dramatu”.

„Stuttgarter Zeitung” analizuje: „Rzekomy ‘ślad ukraiński’ pozwala snuć liczne spekulacje. Przeciwko działaniom na zlecenie państwa przemawiają ograniczone możliwości aparatu bezpieczeństwa, którego byt zależy od zachodniej pomocy zbrojeniowej. Dlaczego prezydent Zełenski miałby takim pirackim czynem ryzykować waśnie z najważniejszym poplecznikiem w Europie? Z podobnego powodu jest mało prawdopodobne, aby szukać sprawców z Zachodu. Dlaczego na przykład Stany Zjednoczone miałyby się wdać w tak destrukcyjną akcję, mogącą rozsadzić solidarność przeciwko watażce Putinowi? Wydaje się bardziej prawdopodobne, że jeden z bogatych przeciwników Zełenskiego maczał w tym palce, by mu zaszkodzić. Putin byłby zdolny do takiej pirackiej sztuczki. Dysponuje zasobami technicznymi, finansowymi i wojskowymi. Oraz niezbędną nikczemnością”.

Według „Mitteldeutsche Zeitung” z Halle: „Ach, gdyby tylko to był serial! Wtedy można by wyłączyć telewizor i powiedzieć: ‘Dobra historia, może trochę przesadzona’. W twardej rzeczywistości trzeba jednak zmierzyć się z konsekwencjami katastrofy rurociągu. A te są poważne. Dziś wiadomo, że Rosja swoją polityką rurociągową systematycznie realizowała dwa cele. Z jednej strony Kreml chciał stworzyć trasy dostaw do Europy Zachodniej z ominięciem gazociągów lądowych przez Ukrainę i Polskę, aby móc zakręcić kurek krnąbrnym wschodnim Europejczykom, jeśli nie będą posłuszni. Z drugiej strony celem było uzależnienie UE, a zwłaszcza Niemiec, od rosyjskich dostaw energii. Rosja osiągnęła oba cele. To, czy Moskwa rozpoczęłaby wojnę nawet bez gazociągów bałtyckich, pozostaje kwestią spekulacji. Pewne jest natomiast to, że Kreml nie liczył się z tak zdecydowaną reakcją Europy”.

Volksstimme” z Magdeburga uważa: „To brzmi jak szaleństwo: sześciu lojalnych wobec Ukrainy sabotażystów potajemnie pakuje się w Rostoku do łodzi, dodatkowo zabierając kilkaset kilogramów materiałów wybuchowych i odpływa w stylu NRD-owskich uchodźców. A potem, oczywiście, wysadzają dziury w rurociągu Nord Stream u wybrzeży Bornholmu. Jednak amerykański dziennikarz Seymour Hersh też został zakwalifikowany jako lekko szalony i zniedołężniały, gdy niedawno stwierdził, że za atakiem na Bałtyku stoją Amerykanie. Dopóki nie ma dowodów na czyn i jego sprawców, wszystko wydaje się możliwe. Jednak fakt, że do śledztwa włączyła się teraz telewizja ARD, która nie jest niezależna od państwa, sprawia, że trzeba nadstawić uszu. Bo gdyby przyjaciele Ukrainy rzeczywiście działali na Bałtyku, to po pierwsze Niemcy stałyby się stroną w wojnie. Po drugie, byłby to sygnał ostrzegawczy dla zachodniej pomocy dla Ukrainy. Jeśli Kijów zaprzecza jakiemukolwiek zaangażowaniu, należy to traktować z ostrożnością: Na wojnie kłamstwa są bronią”.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>