1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Spór o import rolny z Ukrainy dzieli Unię

12 maja 2023

Niemcy i Francja ostro krytykują decyzje o embargu na import rolny z Ukrainy, a także kompromisowe działania Komisji Europejskiej. Na Polaków w zakulisowych rozmowach w Brukseli spadają zarzuty hipokryzji.

Gelbe Maiskörner mit Lehmschüssel im Leinensack
Zdjęcie: Olena Mykhaylova/Zoonar/picture alliance

Polska w połowie kwietnia jednostronnie, a zatem sprzecznie z prawem UE, nałożyła embargo na import rolny z Ukrainy, za czym poszły podobne decyzje Węgier, Słowacji oraz Bułgarii. Chcąc ugasić ten pożar, Komisja Europejska 2 kwietnia usankcjonowała – dokonując prawniczych akrobacji – zakaz importu pszenicy, rzepaku, kukurydzy i ziaren słonecznika do tych czterech krajów (a także do Rumunii) w zamian za uchylenie ich decyzji o embargu na pozostałe produkty. Już 2 kwietnia zrobiła to Polska, lecz do dziś z embarga nie wycofali się Węgrzy i Słowacy.

Niepokój po decyzjach KE

Decyzja Komisji Europejskiej w praktyce zezwala na strzeżony tranzyt m.in. ukraińskiej pszenicy przez Polskę nie tylko poza Unię, ale również do innych krajów UE (np. do krajów bałtyckich albo Niemiec), choć takie „korytarze tranzytowe” wewnątrz Unii uderzają w reguły wspólnego rynku.

Takie decyzje Komisji Europejskiej wywołały niepokój u części krajów Unii, a dwanaście z nich potwierdziło to w piśmie, które w czwartek [11.5.2023] dotarło do Brukseli. „My, ministrowie rolnictwa Francji, Austrii, Belgii, Chorwacji, Danii, Estonii, Niemiec, Grecji, Irlandii, Luksemburga, Holandii i Słowenii pragniemy wyrazić nasze obawy i pytania dotyczące ostatnich propozycji Komisji Europejskiej dotyczących importu produktów rolnych z Ukrainy” – głosi wspólne pismo dwunastu ministrów. Odnosząc się do jednostronnych decyzji „niektórych z krajów granicznych Ukrainy” o zakazie importu z Ukrainy, sygnatariusze podkreślają, że to decyzje „podważające integralność” rynku wewnętrznego UE.

„Ponadto pragniemy jeszcze raz przypomnieć, że wszelkie jednostronne i nieskoordynowane działania podważają wiarygodność naszego wsparcia dla Ukrainy oraz naszych wspólnych wysiłków na rzecz zachowania bezpieczeństwa żywnościowego w skali globalnej” – piszą ministrowie.

Usprawnienia „korytarzy solidarnościowych”

Autorzy wspólnego pisma (czy też wspólnego protestu) do Komisji przyznają, że „przywóz produktów ukraińskich do UE, zwłaszcza zbóż i nasion oleistych, mógł zdestabilizować rynki państw członkowskich sąsiadujących z Ukrainą ze względu na wzrost składowanych ilości, co doprowadziło do spadku cen i dochodów rolników”. Jednak Komisja pod koniec marca zareagowała propozycją 56 mln euro pomocy dla rolników (w tym 29,5 mln euro dla Polski) oraz zapowiedzią usprawnienia „korytarzy solidarnościowych”, czyli wspieranych logistycznie tras eksportu z Ukrainy.

„Jeśli chodzi o usprawnienie tranzytu produktów ukraińskich do krajów spoza UE, prosilibyśmy o dalsze szczegóły dotyczące planowanych środków” – piszą ministrowie rolnictwa do Komisji.

Decyzja Komisji Europejskiej „legalizująca” polskie embargo częściowo, bo w odniesieniu do zbóż i roślin oleistych, nie tylko mocno ogranicza pełną liberalizację handlu UE z Ukraina przyjętą przed rokiem w ramach pomocy wojennej, lecz ponadto uderza we wcześniejsze reguły handlu z Ukrainą. Import rzepaku, kukurydzy i części pszenicy powinien być bowiem wolny od ceł i ograniczeń ilościowych na mocy zasad i umów sprzed 2022 roku.

„Środki przyjęte w dniu 2 maja przez Komisję – bez konsultacji z państwami członkowskimi – związane z selektywnym ograniczeniem przywozu z Ukrainy, budzą poważne obawy, ponieważ prowadzą do zróżnicowanego traktowania w ramach samego rynku wewnętrznego. Budzą one również wątpliwości co do przyszłego traktowania przypadków o porównywalnym charakterze lub skali, które mogłyby zostać podniesione przez jedno lub więcej krajów UE” – pisze 12 ministrów rolnictwa.

Ukraina: zaminowana ziemia. Czy rolnicy wyjadą na pola?

04:39

This browser does not support the video element.

Czy odblokują 100 mln euro pomocy

Obecna zgoda Komisji Europejskiej na wyłącznie strzeżony tranzyt ukraińskiej pszenicy czy kukurydzy przez Polskę obowiązuje do 5 czerwca, ale negocjatorzy Komisji, w tym komisarz UE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski, zapowiadali gotowość przedłużenia tych nadzwyczajnych rozwiązań nawet do końca tego roku. Jednak do tego trzeba nowej podstawy prawnej, czyli „klauzul bezpieczeństwa” z nowego rozporządzenia UE przedłużającego pełną liberalizację handlu z Ukrainą o kolejny rok, czyli do czerwca 2024 roku. Wstępnie zgodziła się na to Rada UE, a w tym tygodniu Parlament Europejski. Sprawa powinna być sfinalizowana do końca maja.

Komisja do korzystania z „klauzul bezpieczeństwa” formalnie nie potrzebuje zgody krajów Unii. Natomiast państwa UE mogą zablokować kolejną, obiecywaną przez Komisję, transzę pomocy dla rolników w wysokości 100 mln euro, z czego ponad 39 mln miałoby przypaść Polsce. Pierwotnie miała być zatwierdzona przez Brukselę już dzisiaj, ale po pierwsze ten pakiet wsparcia dla pięciu krajów UE zablokowało nieodwołane embargo Węgrów i Słowaków. A pod drugie, pojawił się list dwunastu ministrów, którzy przed swym ewentualnym „tak” dla nowych pieniędzy m.in. rolników w Polsce domagają się szczegółowych wyjaśnień Komisji.

„Konieczne jest jak najszybsze wyjaśnienie kryteriów zastosowanych do zaproponowania kwoty pakietu 100 milionów euro, jak również kryteriów zastosowanych do rozdzielenia tej kwoty, by umożliwić państwom członkowskim podjęcie świadomej decyzji” – głosi wspólne pismo 12 ministrów.

Polska walczy o pieniądze

Tymczasem rząd Mateusza Morawieckiego już walczy o kolejne pieniądze. Przed dwoma tygodniami – powołując się na niezakończone konsultacje wewnątrządowe – Warszawa zablokowała unijną zgodę na umowę partnerstwa z 79 krajami Afryki, Karaibów i Pacyfiku („umowa post-Kotonu”), którą wcześniej przez dwa lata blokowały Węgry. Polacy publicznie nie wyjaśniają klarownie o co chodzi. – A Polsce chodzi po prostu o dodatkowe pieniądze z Brukseli w zamian za zgodę na „post-Kotonu”. Komisja miałaby skupować zboże w Polsce na potrzeby humanitarne np. Afryki. Tyle, że Polacy jednocześnie mówią, że magazyny mają zapchane głównie zbożem paszowym. Czy takie zboże mielibyśmy wysyłać do Afryki? – tłumaczy zachodni dyplomata w Brukseli.

Pomimo embarga polska dyplomacja pozostaje bardzo jastrzębia w debatach o kolejnym pakiecie sankcji przeciw Rosji, co – jak wynika z naszych rozmów w Brukseli w tym tygodniu – tylko potęguje zakulisowe oskarżenia o hipokryzję. – Polacy od miesięcy występowali w debatach o sankcjach jako bohaterzy gotowi wspierać Ukrainę każdym kosztem. I tak mówią również teraz. Ale gdy na polską gospodarkę w sprawie zboże spadł pierwszy – prócz wspierania uchodźców – poważny ekonomiczny koszt wspierania Ukrainy, to odpowiedziała embargiem. I żądaniami rekompensat z kasy UE – przekonuje nasz zachodni rozmówca w Brukseli.

Za przedłużeniem pełnej liberalizacji handlu z Ukrainą w tym tygodniu zagłosowało aż 537 europosłów. Ale wśród zaledwie 42 przeciwników przedłużenia bezcłowego handlu Unii z Ukrainą było, oprócz m.in. deputowanych z partii Marine Le Pen, aż ośmioro europosłów z Polski – z PSL oraz Platfor

my Obywatelskiej. Europosłowie Lewicy i Polski-2050 oraz Zjednoczonej Prawicy zagłosowali „za”, ale potem Patryk Jaki, Beata Kempa, Beata Szydło, Elżbieta Kruk, Joanna Kopcińska prostowali, że są przeciw.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>