1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

TAZ. Wojna w Ukrainie dzieli Niemców na wschodzie kraju

14 grudnia 2022

Wielu wschodnich Niemców wciąż trzyma się obrazu Związku Radzieckiego jako gwaranta pokoju – pisze „Die Tageszeitung”.

Prorosyjska demonstracja w Berlinie Lichteberg, kobiety na rowerach z rosyjskimi flagami
Prorosyjska demonstracja dzielnicy Lichtenberg na wschodzie Berlina Zdjęcie: Vladimir Esipov/DW

„Nie tylko obywatele Niemiec na zachód od gór Harzu i Lasu Turyńskiego ponownie patrzą z irytacją na nieprzewidywalny wschód kraju. Sami ‘Ossis' (określenie byłych mieszkańców NRD) nie poznają już siebie nawzajem. Powodem jest ich stosunek do rosyjskiej wojny z Ukrainą” – pisze w środę, 14 grudnia, „Die Tageszeitung” (TAZ). Jak podkreśla gazeta, w całych Niemczech i w Europie przeciwstawiają się sobie siły, które albo masowo popierają Ukrainę – albo chcą dyktatorskiego pokoju za wszelką cenę, o ile dzięki temu znów popłynie tańszy gaz i spadną ceny.

Jednak, jak pisze „TAZ”, nadal istnieją znaczące różnice w zachowaniu Niemców na wschodzie i zachodzie kraju. Jedna trzecia mieszkańców byłej NRD nadal nie widzi w Putinie zagrożenia, podczas gdy na Wschodzie uważa tak tylko jedna piąta. Siedmiu na dziesięciu Niemców ze Wschodu czuje się bardziej kompetentnych w ocenie rosyjskiej polityki od mieszkańców zachodnioniemieckich landów. Połowa z 30 tysięcy badanych przez stację MDR słuchaczy na Wschodzie kraju uważa, że sankcje i środki wobec reżimu na Kremlu idą za daleko. „W związku z tym prawie dwie trzecie dostrzega obecnie pogłębienie się podziału między Wschodem a Zachodem” – pisze „TAZ”.

Wpływ NRD

Dziennik ocenia, że wciąż nie ma rzetelnych badań nad przyczynami tego zjawiska podziału i tłumaczy to ciągłym wpływem okresu przed rokiem 1989. „Za tym przypuszczeniem przemawia podział pokoleniowy wśród samych Niemców wschodnich. Uparci poplecznicy Putina, którzy mimo jawnej wojny o podbój i unicestwienie nadal forsują rosyjskie interesy bezpieczeństwa, są zwykle co najmniej po czterdziestce, najczęściej po pięćdziesiątce” – pisze „TAZ”.

Zdaniem gazety demonstracje, jakie odbywają się na wschodzie Niemiec, są tylko powierzchownie skierowane przeciwko eksplozji cen. „Ci, którzy tu stoją, maniakalnie szukają wszystkiego, co mogłoby w jakiś sposób uniewinnić moskiewski zbrodniczy reżim. I w zasadzie zawsze to niewątpliwie nie do końca niegroźni Amerykanie są winni każdej eskalacji przemocy na świecie” – czytamy.

Zimna wojna gwarancją stabilności

Jak zauważa dziennik, każdy kto na wschodzie kraju nie jest przeciwko wszystkiemu, jest automatycznie podejrzewany o współpracę „z tymi na górze”. Takie zachowanie jest kontynuacją czasów reżimu SED (partii politycznej sprawującej rządy w Niemieckiej Republice Demokratycznej – przyp. red.). „Z perspektywy czasu nawet zimna wojna, równowaga terroru, jawi się wielu jako czas stabilności. Jako jeden z biegunów tego odstraszania Związek Radziecki gwarantował pokój, a tym samym skromny postęp w NRD” – czytamy.

Zdaniem gazety nie było tylko propagandą, gdy Egon Krenz, ówczesny lider komunistycznej organizacji młodzieżowej FDJ krzyczał w 1974 roku: „Wszystko to, czym jesteśmy, jesteśmy dzięki niemu (Związkowi Radzieckiemu)!”. Dziennik przypomina, że żyjące dziś pokolenie z NRD nie znało już Armii Czerwonej jako brutalnej siły okupacyjnej, jak choćby w czasie powstania w 1953 roku. Wybrańcy, jak była kanclerz Niemiec Angela Merkel, studiowali w Związku Radzieckim, a organizacje dziecięce i młodzieżowe organizowały przyjacielskie spotkania.

„Bezpieczeństwo wzięło górę nad wolnością, a jednocześnie chroniło przed dzisiejszym, nieopanowanym i złowrogim światem złych wiadomości. Nieoszacowana część Niemców wschodnich cofnęła się z rozczarowaniem do defetyzmu, przytłoczona niespełnieniem własnych złudzeń z 1989 roku” – czytamy.

„To nie Putin jest zły"

Pragnienie stabilności wyraża się zdaniem gazety jeszcze w inny sposób: „Wojna? Wtedy nie było czegoś takiego. I to nie imperator Putin jest tym złym, ale ci, którzy walczą z nim i z systemem, który za wszelką cenę stawia stabilny porządek ponad wszystko” – ocenia „TAZ”.

W szczególny sposób uwidacznia się to u mieszkańców Saksonii, którzy często uważani są za najbardziej prorosyjskich. Według gazety powodem jest „zbiorowa trauma”, bycia od 280 lat po stronie przegranych i podążania za skazanymi na zagładę systemami. Tutaj powiedzenie ‘uczyć się od Związku Radzieckiego to uczyć się wygrywać' wciąż ma uwodzicielską moc” – konstatuje „TAZ”.

Propaganda w Rosji. Jak robi to Putin?

02:31

This browser does not support the video element.