1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Wojna w Ukrainie: czy zbrodnie i okrucieństwa są konieczne?

Marco Müller
16 kwietnia 2022

Gwałty, okaleczenia, mordowanie osób cywilnych – każdego dnia słychać o okrucieństwach popełnianych na Ukrainie. Dlaczego ludzie dopuszczają się takich czynów? DW stara się to wyjaśnić.

Dlaczego ludzie popełniają zbrodnie wojenne
Prokurator prowadzący śledztwo w sprawie zbrodni wojennych w Borodiance pod KijowemZdjęcie: Zohra Bensemra/REUTERS

Wojna jest okrutna i brudna. Wyobrażenie, że przy pomocy nowoczesnych systemów uzbrojenia można prowadzić działania militarne z chirurgiczną precyzją, oszczędzając ludność cywilną i niszcząc tylko obiekty wojskowe, okazało się mylne. W każdym razie nic nam o tym nie wiadomo, żeby było inaczej. Ale czy wojna naprawdę musi naruszać godność człowieka do tego stopnia jak ta, na Ukrainie? Czy żołnierze muszą świadomie strzelać do cywilów, w tym także do dzieci, i gwałcić kobiety?

Tak, właśnie tak, niestety – wydaje się brzmieć brutalna, ale prawdziwa, odpowiedź na to pytanie.

– Nie zetknąłem się jeszcze nigdy ze stroną jakiegoś konfliktu militarnego, która by nie twierdziła, że nie przestrzega najwyższych wartości moralnych i która by nie utrzymywała, że nie dopuszcza się zbrodni wojennych – twierdzi Thomas Elbert. Ten emerytowany profesor psychologii klinicznej i ekspert w zakresie neuronauki behawioralnej na Uniwersytecie w Konstancji nadal prowadzi badania na najbardziej interesujący go temat zespołu stresu pourazowego (PTSD) i jego skutków, a zwłaszcza skutków przemocy zorganizowanej. Prowadził badania terenowe w tej dziedzinie w takich regionach konfliktowych jak Afganistan, Somalia i Uganda.

Dlaczego ludzie dopuszczają się różnych, trudnych do zrozumienia przestępstw na wojnie, najlepiej jest wyjaśnić na przykładach. Oto trzy z nich.

Badacz PTSD Thomas ElbertZdjęcie: Inka Reiter/Universität Konstanz/dpa/picture alliance

Zabijanie „sprawia wielką frajdę”

To nagranie z drona uzyskało światowy rozgłos. Widać na nim rosyjską kolumnę pancerną poruszającą się w opuszczonej przez mieszkańców okolicy ukraińskiego miasta Bucza. Ktoś przeprowadza rower przez skrzyżowanie położone w dużej odległości od kolumny czołgów. Te otwierają do niego ogień i utrzymują go do chwili, w której ów człowiek pada martwy na ziemię.

Dlaczego? Badach stresu traumatycznego Thomas Elbert ma na to dwa wyjaśnienia. Pierwsze: załogi czołgów mogły czuć się zagrożone. Mogło być też tak, że prowadzący rower nagle wyciągnąłby granatnik przeciwpancerny i oddał z niego strzał do któregoś z czołgów.

Drugie wyjaśnienie jest, jak się zdaje, o wiele trudniejsze do zrozumienia i przede wszystkim – zaakceptowania. – Chodzi tu po prostu o zabawę, polegającą na zabijaniu innych – mówi Thomas Elbert.

Rowerzysta na drodze w Mariupolu: scena przypomina tę z Buczy, gdzie zginął rowerzystaZdjęcie: Alexander Nemenov/Getty Images/AFP

W swoim własnym przekonaniu żołnierze nie strzelają do ludzi, tylko „tępią robactwo”, jak ich przeciwników przedstawia ich propaganda wojenna. Celowanie i trafianie sprawia im radość. Załoga czołgu składa się z kilku osób. Daje im to okazję do przechwalania się przed innymi: „Widziałeś, jak go trafiłem? Świetna sprawa, co?”. Strzelającemu wydaje się, że celuje do tarczy, a nie do żywego człowieka.

– Każdy, kto grał w gry komputerowe typu strzelanka wie, że to sprawia satysfakcję – mówi ekspert. Masowi mordercy z Rwandy opowiadali mu, że strzelanie do ludzi było dla nich prawdziwą rozrywką, a jeden z żołnierzy armii USA przyznał mu się, że dla niego było to porównywalne z zażyciem heroiny i wprawiało go w euforię.

Gwałt jest „przywilejem zwycięzcy”

Doniesienia o gwałtach też nie są odosobnione. Dlaczego tak się dzieje? Przecież kobiety nie są żadnym zagrożeniem dla żołnierzy. Często mówi się, że gwałty są traktowane jako broń.

Zdaniem profesora Elberta można to odnieść najwyżej do 10 procent wszystkich gwałtów popełnionych na wojnie. Bardzo rzadko zdarza się, by generałowie wydawali żołnierzom rozkaz gwałcenia kobiet po to, by w ten sposób skłonić przeciwnika do szybszego poddania się. Thomas Elbert pytał żołnierzy na różnych kontynentach, dlaczego gwałcili kobiety i dziewczęta. Większość z nich twierdziła, że ich dowódcy to tolerowali, ale im tego nie nakazywali. Po walce przychodzi czas na, patrząc na to z perspektywy żołnierzy, rozrywkę i różne przyjemności.

Śledczy z międzynarodowego zespołu medycyny sądowej ogląda ciała z masowego grobu w BuczyZdjęcie: Carol Guzy/ZUMA PRESS/dpa/picture alliance

– Gwałcenie kobiet jest, by tak rzec, przywilejem należnym zwycięzcom – wyjaśnia Thomas Elbert powody skłaniające żołnierzy do takiego postępowania. Sami żołnierze mówią, że woleliby mieć do czynienia ze swoimi dziewczynami, narzeczonymi lub żonami, ale ponieważ ich nie ma, „biorą to, co jest akurat pod ręką”. Zdaniem Thomasa Elberta gwałty na wojnie mają mniej do czynienia z działaniem na rozkaz czy popełnianiem jakiegoś okrucieństwa, a bardziej – z folgowaniem sobie pod wpływem odczuwanej w danej chwili potrzeby.

Inni badacze są tu odmiennego zdania. Zwracają uwagę, że gwałt jest aktem przemocy seksualnej, a nie jedną z wielu innych odmian seksu. Organizacja obrony praw kobiet Medica Mondiale udziela pomocy straumatyzowanym na wojnie kobietom od wczesnych lat 90. ubiegłego wieku. Założyła ją ginekolog Monika Hauser pod wpływem masowych gwałtów popełnionych na wojnie w Bośni w 1992 roku. Na stronie internetowej tej organizacji można przeczytać, że na wojnie i tak utrzymujące się dyskryminowanie kobiet ulega nagłemu zaostrzeniu i że uczestniczący w niej mężczyźni „demonstrują swoje rzekome prawo do posiadania kobiety, na którą mają ochotę”. Sam gwałt natomiast „jest symbolicznym wyrazem poniżenia przeciwnika, który nie jest w stanie obronić swoich kobiet”.

Krzyż przed blokiem wskazuje na grób; jeden z wielu w BuczyZdjęcie: Mykhaylo Palinchak/ZUMA Wire/IMAGO

Na wojnie w Ukrainie zdarzają się gwałty kolejno na matce i córce, które muszą się temu przyglądać. Później przychodzi czas na torturowanie wziętych do niewoli żołnierzy. – Następuje to w sposób najgorszy z możliwych, a pomysłowość ludzi dopuszczających się takich okrucieństw jest wręcz niewyobrażalna – podkreśla Thomas Elbert. Torturowanie innych sprawia im niekłamaną przyjemność. – W ten sposób mogą także dać ujście swojej nienawiści, złości i innym uczuciom, oczywiście kosztem ich ofiar – podkreśla badacz.

Rabowanie to „radość myśliwego z polowania”

Rosyjscy żołnierze na Ukrainie często kradną najrozmaitsze dobra zarówno z mieszkań prywatnych, jak i ze sklepów, co wyraźnie widać na zdjęciach z monitoringu. Zrabowane przedmioty często przesyłają w paczkach do swoich rodzin. Najwyraźniej nie widzą w tym nic zdrożnego; tym bardziej, że w ich przekonaniu na wojnie zwykłe normy moralne, prawne i obyczajowe i tak przecież nie obowiązują.

Co wydarzyło się w Buczy?

02:11

This browser does not support the video element.

Thomas Elbert traktuje to jako szczególną odmianę przemocy. Jej wyjątkowość polega na tym, że zrabowane przez żołnierzy pralki czy smartfony są przez nich postrzegane jako nagroda za ich trudy oraz motywacja do dalszych działań. Mogą przy tym być pewni, że nie zostaną za to ukarani. Tym bardziej, że w Donbasie strona rosyjska ucieka się do rabunku na wielką skalę, przywłaszczając sobie tamtejsze złoża bogactw naturalnych i przemysł ciężki. A skoro tak, to jaką rolę odgrywa tu jakaś pojedyncza pralka czy lodówka?

Osobne znaczenie ma tu swoista „radość myśliwego”, któremu udało się „upolować” jakiś szczególnie atrakcyjny i cenny okaz, ale najbardziej liczy się samo „polowanie”, którego żołnierze nie traktują jako zwykłą kradzież.

Czy okrucieństwom i grabieżom można zapobiec?

Pozostaje tylko odpowiedzieć na końcowe i zarazem najważniejsze pytanie: czy temu wszystkiemu można zapobiec, a jeśli tak, to w jaki sposób?

– To wszystko jest straszne i nie powinno się tego tolerować. Ale mamy do czynienia z wojną. Byłoby lepiej, gdyby nie było żadnych wojen, ale czy możemy je jakoś ograniczyć? Możemy je ograniczyć tylko przez jak najdokładniejsze informowanie o nich – konkluduje profesor Thomas Elbert.

Ważną rolę odgrywają w tym także dziennikarze. Jest tylko jeden problem. Nawet wtedy, gdy wywiążą się jak najlepiej ze swych obowiązków, to czy ich relacje na pewno dotrą do grupy docelowej?

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>